Zapoznaliśmy się ze Stanowiskiem Krajowej Rady PZD z 25 czerwca 2026 r. i na wstępie chcielibyśmy zwrócić uwagę na szerszą prawidłowość: odkąd powstała nasza firma i zaczęła realnie wspierać Rodzinne Ogrody Działkowe, obserwujemy wyraźnie wzmożoną aktywność Związku w uchwalaniu rozmaitych stanowisk, apeli i komunikatów, które — zwykle bez wymieniania z nazwy — krytycznie odnoszą się do podmiotów zewnętrznych, a w istocie między innymi do nas. Omawiane Stanowisko wpisuje się w tę właśnie serię.
Po jego lekturze nasuwa się jeden wniosek: nie jest to dokument w obronie działkowców, lecz w obronie statusu quo — utrzymania pozycji, wpływów i strumienia opłat, które od lat płyną z ogrodów „do góry”, czyli Krajowej Rady PZD.
Krajowa Rada nie odpowiada na pytanie, które naprawdę zadają sobie dziś zarządy ROD: dlaczego mają wszystko robić same, po godzinach, bez narzędzi i bez realnego wsparcia? Zamiast tego ostrzega, straszy i — co znamienne — poleca zarządom informować okręgi o każdym, kto ośmieli się zaproponować coś lepszego. To nie jest język siły. To język instytucji, która poczuła konkurencję.
Krajowa Rada przekonuje, że ogród nie jest przedsiębiorstwem ani produktem, a zarządzanie ROD nie jest „usługą abonamentową”, lecz odpowiedzialnością organów PZD. Zgadzamy się, że rodzinny ogród działkowy jest wspólnotą działkowców, a nie towarem — i właśnie dlatego nie „przejmujemy” żadnego ogrodu, lecz jedynie świadczymy usługi księgowe, prawne, administracyjne i technologiczne, których wykonania zarząd złożony ze społeczników nie udźwignie sam. Teza Związku rozbija się jednak o fakty: znaczną część tej obsługi PZD świadczy dziś odpłatnie — przez biura i Ośrodki Finansowo-Księgowe, za obowiązkową partycypację i według własnego cennika. Często powyżej cen, jakie oferują na rynku np. biura księgowe, i w efekcie ROD-y przepłacają. Ogród płaci za obsługę zawsze; pytanie brzmi jedynie, komu płaci, ile i czy ma nad tym jakąkolwiek kontrolę. Korzystanie z biura rachunkowego, kancelarii czy systemu informatycznego jest prawem każdego stowarzyszenia w Polsce, a nazywanie tego „komercyjnym przejęciem” jest nadużyciem.
W stanowisku zarzuca się również, że firma zewnętrzna przejmuje kompetencje organów i tworzy „faktyczny ośrodek decyzyjny” poza strukturami Związku. To nieprawda — decyzje w ogrodzie podejmują i podejmować będą wyłącznie jego organy: walne zebranie, zarząd i komisja rewizyjna. Tak stanowi prawo. Nie ustalamy opłat, lecz wykonujemy uchwałę walnego; nie decydujemy o inwestycjach, lecz realizujemy decyzję zarządu. Jeśli zaś w obecnej strukturze PZD rzeczywiście istnieje ośrodek decyzyjny poza ogrodem, to nie jest nim żadna firma, lecz Okręg i Krajowa Rada w Warszawie, które ustalają wysokość partycypacji i narzucają wzorce regulaminów ponad głowami pojedynczego ogrodu. W stanowisku opisano więc dokładnie tę zależność, której PZD samo jest źródłem.
Wiele miejsca poświęcono danym, ankietom i RODO. Ochrona danych osobowych to obowiązek, który traktujemy poważnie — działamy na podstawie umów powierzenia, zgodnie z RODO, a administratorem danych pozostaje ogród. Przywoływanie RODO jako straszaka, który ma zniechęcić zarząd do korzystania z samodzielnie wybranych narzędzi, jest instrumentalnym użyciem przepisów — zwłaszcza, że to struktury PZD gromadzą dziś centralnie dane wszystkich ogrodów i działkowców. Zasłonę milczenia można spuścić na fakt, jak PZD dba o szkolenia i bezpieczeństwo danych w ogrodach i jak, mając olbrzymie środki i wiele dostępnych narzędzi, nie podejmuje wystarczających działań aby wspierać Zarządy w przestrzeganiu RODO.
Krajowa Rada PZD ostrzega przed kosztami, abonamentem i tzw. „success fee” (czyli procentowym wynagrodzeniem za pozyskane fundusze). Nasze ceny są jawne, a umowa wypowiadalna — to przejrzystość, której nie ma dziś przeciętny zarząd wobec opłat płynących w górę do struktur PZD. Czy PZD wyjaśnia precyzyjnie na co dokładnie idą środki z opłat ogrodowych i ile z nich i w jakiej formie „wraca” do naszych ROD? Zanim ostrzeże się przed „ukrytymi kosztami”, warto zestawić je z kosztami obecnymi: rosnącą rokrocznie partycypacją oraz zasadą, zgodnie z którą znaczna część wpisowego od nowych działkowców i całość odszkodowań za likwidację czy zajęcie terenu trafia do struktur ponad ogrodem czyli okręgów i jednostki krajowej PZD — bez faktury i bez prawa wyboru. Ba! Bez informacji, czy w jakiejkolwiek formie te środki do nas wrócą. Co do „success fee”: to dodatkowe wynagrodzenie dotyczy konkretnych projektów, w których realnie pozyskiwane są lub odzyskiwane pieniądze dla ogrodu, zawsze za zgodą działkowców — zarabiamy tylko wtedy, gdy zyskuje ogród. Prawdziwy konflikt interesów wygląda inaczej: to sytuacja, w której odszkodowanie za utratę terenu w całości zabiera organizacja stojąca ponad ogrodem, a działkowcy nie widzą z niego nic. Zarzut postawiony nam jest więc w istocie opisem cudzego modelu działania.
Pada również teza, że korzystanie z naszej obsługi osłabia więź ogrodu ze Związkiem, a wyłączenie ze struktur PZD pozbawia działkowców ochrony. Stanowisko miesza dwie różne rzeczy — korzystanie z profesjonalnej obsługi, które wcale nie wymaga wyłączenia ROD z PZD, oraz prawo ogrodu do samodzielności. To prawo nie jest naszym wymysłem: daje je ustawa o ROD z 2013 r., w drodze demokratycznej decyzji samych działkowców. Ogród, który się usamodzielnia, pozostaje rodzinnym ogrodem działkowym w rozumieniu ustawy, z pełną ochroną prawną. Aby bronić swoich interesów może zawsze połączyć się z innymi ogrodami w obronie wspólnego interesu, bez względu czy ROD wychodzi z PZD czy też nie, gdyż liczba ROD pozostaje niezmienna. „Ochrona” oferowana wyłącznie pod warunkiem posłuszeństwa i nieprzerwanego płacenia, nie jest ochroną — jest zależnością.
Najbardziej wymowny jest fragment, w którym Związek zapewnia, że „nie jest przeciwnikiem nowoczesności” i wylicza, że testuje własną aplikację, opracowuje nową stronę z generatorem uchwał oraz podejmie dalsze prace nad programem księgowym — wszystko w czasie przyszłym i niedokonanym. Innymi słowy: organizacja, która przez lata nie dała zarządom narzędzi, dziś, pod presją, zaczyna budować dokładnie to, co my już dostarczamy. To nie jest argument przeciwko nam — to najlepsze potwierdzenie, że potrzeba jest realna, a odpowiedź na nią spóźniona o lata.
Osobno postawiono zarzut posługiwania się nazwą „łudząco podobną” do nazwy Związku. Nigdy nie podawaliśmy się za PZD i nigdy nie będziemy; nasza nazwa opisuje to, czym się zajmujemy — profesjonalnym zarządzaniem ogrodami. Sięganie po tego rodzaju argument w dokumencie, który miał być merytoryczny, najlepiej pokazuje, jak słabe są argumenty właściwe.
I wreszcie sedno „rozpaczliwej obrony”: zamiast konkurować jakością obsługi, Krajowa Rada PZD poleca zarządom zachować „szczególną ostrożność” i informować okręgi o firmach, które do nich docierają. Odpowiedzią powinna być lepsza obsługa ogrodów przez PZD, uczciwy, jawny system przepływu finansów, racjonalne ich wydatkowanie a nie źle rozumiany nadzór, często bez elementarnego wsparcia i „lista podejrzanych”. Pisząc to stanowisko chyba zapomniano, że żyjemy w wolnym kraju. To działkowcy decydują o tym, jak wydawać swoje środki a nie organ, który od nich zależy i jest przez nich wybierany.
W praktyce my dajemy rodzinnym ogrodom to, czego dziś naprawdę im brakuje: pełną obsługę księgową i kadrową, z bieżącym wglądem zarządu w pracę księgowej; obsługę prawną — RODO, umowy, regulację gruntów, doradztwo — bez konieczności szukania osobnej kancelarii; platformę, w której automatyczne naliczenia, monitoring zaległości, rozliczenia mediów, elektroniczny obieg dokumentów i komunikacja oszczędzają zarządowi dziesiątki godzin rocznie; przejrzystość dla działkowca, który widzi, za co płaci; a także pozyskiwanie dotacji i dodatkowych przychodów, które zostają w ogrodzie. Decyzje pozostają tam, gdzie ich miejsce — przy działkowcach. Bierzemy na siebie pracę, nie władzę.
Jesteśmy sprzymierzeńcami działkowców i wielkimi orędownikami idei ogrodnictwa działkowego. Jesteśmy partnerem, którego ogród może wybrać — albo nie. I to właśnie prawo wyboru jest dla zarządu i działkowców prawdziwą siłą.
Stanowisko Krajowej Rady PZD nie broni ogrodów, lecz wygodnego statusu quo, w którym jedyny narzucony systemowo dostawca nie musi się wcale starać, bo nie miał dotychczas alternatywy. My tą alternatywą jesteśmy — i dlatego, niezależnie od liczby ostrzeżeń, apeli i kolejnych stanowisk, będziemy rozwijać się nadal.